Poszukujemy siebie w najdziwaczniejszych stronach świata. Miarodajnie wyznaczając biegun światła zbyt odległy. Dojrzewają w nas melodie służące snom i przyszłym troskom. Niech się w nas kołysze spóźniony rytm do ostatniego tchu. Twój ból okrywa moją pustkę której pełno pośród spojrzeń. Teraz wiedz że nie jesteś sama jak wiele trzeba wiary. Dalekie niepokoje rozświetlają ciemność gdy inni płoną. A ty płaczesz niewiadomo czemu jak obronić miłość. Już przeżyte w mgłach chwile otwierają w nas pokorność. Luster znaki przymykają oko na niejedną rysę charakterów. Bezpowrotnie nie można utracić własnej nieomylności. Krążą wciąż odkrywcze biegi wśród znajomych dróg nicości. Ledwie dotkniesz ożywczych słów w przekornym słońcu. Odpowiedzią wiatr w bezkresnym szumie wodnych myśli. Zdarza się niejedna próba w poszukiwaniu dni straconych.
Anielski orszak w kolejce wśród aptecznych witryn mknie. Recepta szczęścia niezrealizowana kiedy trzeba zdrowieć. Obronnym gestem czy odnajdę siebie w przebłyskach chwil. Utopia marzeń przekonuje kto ma rację a kto winien sprawy. Jakoś nie choruję dziękować sacrum za normalne życie. Czasem lekiem ktoś na całe zło by nie zwariować aż po brzeg. Trzeba istnieć wśród wirtuozerii chorób czy innych plag. Antybiotyk uodpornił nas na kłamstwa z zewnątrz świata. Wciąż niesłychanie trwonimy czas na głupstwa. Udajemy sztukę poszukując niegasnących guseł. W teatrze życia cieniem pozostając ledwie w próbach. Już nie pasujemy z wiarą ślepców do laptopów monitorów. Nasze życia toczą kryzys który z nas i w nas się zarumienił. Oksymoron wspomnień rzuca cień na skromną rzeczywistość. W tym wszystkim chce się żyć przy odrobinie życzliwości. Zatem żyj na miarę możliwości i nie oczekuj prostych wierszy. Ubierz dni w piosenki i nie licz strat gdy inni biegną z protestami. Ten bieg zatacza kręgi wśród żywych światów w wodzie. Odnajdujemy siebie na niejednej stacji w tłumie niepowodzeń. Pokutują zmysły w przecenach młodości po ostatnie krople krwi. Teraz można zasnąć w wiedzy lub niewiedzy zdarzeń i co dalej. Śniąc o perłach dni minionych przyrzeknijmy sobie wieczność.
Wypisy z Urszuli Kozioł: "Prawdę świadczy skrwawiona ziemia.// Komu dzisiaj cisza i błękit/kiedy wolny krzyk grzęźnie w krtani."( "Legenda gołębia") "Co przedtem i co teraz pomieszane razem/pawi się w smugach ciszy zstępującej chmury.(...) Rozpięte do napełnień niewypowiedzenie/jest jak sieci rybackie zdane samym sobie."("Odblaski") "Cokolwiek czynisz gdziekolwiek/nie jesteś sam (..)Twoja samotność nigdy tylko twoja/przenieś spojrzenia z siebie do miejsc w których jesteś/dopóki jesteś"("W rytmie korzeni") Tylko tyle na dzisiejsze popołudnie, może tylko tyle.
Moje drogi odklejają się od stóp. Strome rzeczy zagarniają przeszłość. Połowiczne dowierzania rosną w górę. Na stacji metra brat przyłożył cios. Nie mogę zasnąć gdy odchodzą inni. Cóż za paradoksy w awaryjnym stresie. Lepiej być nie może tylko w chmurach. Za to słabe światło pada na mój cień. Nic nie mówię w przestrojonym radiu. Tylko serce czule czai się do madrygału. Nie znosimy bólu tylko wyzwalamy głód. Teraz napaś się pokorą byle nie pogardą. Nie wiem czy odnajdę czas dla bliskich. Myśl tak by zmysły nie zraziły świata. (c) Leszek Węgłowski
Nowszej bieli od bieli nie będzie tak prędko, taka gmina, zima pokazuje rogi, ale w tym mniejszym zaangażowaniu po drogach, po chodnikach, w ciepłym szalu, a śniegu brak, podobnie jak i deszczu. Niespecjalne to perspektywy, nie tylko pogodowe, bo też ekonomiczne. Dodruk pieniądza, a może nakład wyczerpany? Czy nie odnosimy wrażenia, że to jakaś gra, swoisty rodzaj umierającej Europy jak umarłej klasy, choćby u Kantora, którego rocznica śmierci mija 8 grudnia. I w związku z tym w "Wysokich Obcasach" wywiad z braćmi Janickimi, w którym czytamy : " U Kantora nie było gry. Nie wolno było grać, bo granie jest oszustwem. (...) Wiedzieliśmy od początku, że to jest wielka sztuka. Byliśmy wtedy zafascynowani jazzem. Czuliśmy, że u Kantora możemy improwizować tak, jak się to robi w jazzie. Kreować, a nie odtwarzać przypisane nam role. Bo Kantor nikomu ról nie przypisywał, kazał tylko istnieć na scenie." Ale to sztuka tak podpowiada, natomiast wśród przedsiębiorczości sprawy maja się zupełnie odwrotnie, tu nie miejsce na improwizację, ale na twarde i rzetelne spojrzenie na rzeczywistość, na rynek, tylko trzeba pamiętać o jednej ważnej rzeczy, że " wiem, ze muszę uważać, by zachować równowagę między pracą a życiem osobistym" - jak rzecze Anna Sierpińska, dyrektor personalny w radzie zarządu Jeronimo Martins, właściciela sieci sklepów Biedronka, a jednocześnie najlepsza kobieta w polskim biznesie, jak zauważa, dostrzega i docenia damy polskiego rynku i gospodarki dziennik "Puls Biznesu". Dla mnie raz, że twarze, i to jakie, elita kobieca wśród biznesu, i w tym momencie jak ja zazdroszczę bratu, który zna się i to jak na instalacjach elektrycznych i nie tylko, i w zasadzie może mieć kontakty w biznesie i zapewne ma, podpatrując działania fachowców, profesjonalistów. Co ważne na szczycie tegoż rankingu, niezwykle czarujące i obiektywne wypowiedzi uczestniczek, choćby Anety Jaskólskiej, dyrektora pionu prawnego i regulacji w randze członka zarządu spółki Cyfrowy Polsat, która tako rzecze : " Menedżer, niezależnie od płci powinien być ceniony przede wszystkim jako fachowiec. Profesjonalizm nie ma płci. Jestem przekonana, że sporo osiągnęłam, ale wiele jest jeszcze przede mną. Szklane sufity są w naszych głowach, a nie nad nimi." Cóż za pokora, podejście do obowiązków w sposób wiarygodny, inspirujący, rozwijający, i aż się prosi, żeby myślało w tych kategoriach wielu, nawet mężczyźni. Dzielmy się odpowiedzialnością, jak owe panie, pracujące na pełnych obrotach, przy całym wachlarzu zalet osobowości, zapędów menedżerskich, kierownictwa, ciągłego rozwoju. A skoro niebawem Mikołajki i Gwiazdka, to przyjmyjcie Państwo te słowa jako życzenia spełnienia i jeszcze większych możliwości. Jeszcze dodam, skromnie, słowa mojego znajomego z Siedlec, fotografika, podróżnika i Bóg wie, kogo jeszcze, Bogdana Skaruza : " Należę do do szczęśliwców, którym udało się połączyć pracę z przyjemnością, odnaleźć i realizować pasje i doświadczyć, czym jest prawdziwa przyjaźń." Wypowiedź tę wyczytałem w regionalnej prasie, zaś prace artysty możecie obejrzeć - jeśli ktoś byłby w Siedlcach - 17 grudnia o g.18 w sali Podlasie, wyjątkowe portfolio z fotografiami artysty,a widoki niesamowite, bo pochodzą z Afryki, Azji, jak i pobliskiej Puszczy Białowieskiej. Zresztą, zobaczcie sami! I jeszcze jedno, ucieszyłem się, że wreszcie doceniono Pana Tadeusza Kowalskiego, szefa siedleckiego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, pod którym to szyldem działa Świetlica Środowiskowa, w której to troszczy się z uznaniem o dzieci PaniBarbara Lewandowska, z którą miałem przyjemność łączyć przyjemność i pasje poświęcenia i oddania młodym adeptom życia, pomagając w odrabianiu lekcji, zajęciach pozalekcyjnych, i innych smakołykach, typu Andrzejki czy Mikołajki. A Pan Tadeusz otrzymał właśnie siedleckiego bursztyna, czyli Nagrodę im. Benedyktowicza, i szczerze gratuluję. Trzeba o tym mówić, bo takich wspaniałych ludzi mamy niewielu, i trzeba okazywać wdzięczność, radość i zadowolenie z pasji, zaangażowania dla drugich. W nagrodę proponuję bardzo dobrą płytę DorotyMiśkiewicz "Pod rzęsami" (2005) oraz dwupack siedleckiej legendy swingu, szanty, rocka, ballady Orkiestry Dni Naszych oraz koncert grupy 16 grudnia w siedleckiej Pułaskiego 7 na dwadzieścia lat minęło, przyjdźcie koniecznie i posłuchajcie bracia miła, warto! Tak chwalę dzisiaj siedlecki zagon i ogródek, ale uwierzcie, tu też dzieje się wiele, i dwadzieścia lat stuknęło siedleckiej grupie literackiej Ogród, w której to zapuścił pióro i kawałek życia niżej podpisany. I bardzo Państwa proszę, szanujcie i kochajcie artystów, czytajcie poezje, szanujcie jak samych siebie. W ostatnim "Tygodniku Powszechnym" czytam za to wywiad z Jerzym Hausnerem, ekonomistą, ministrem pracy oraz polityki społecznej, wicepremierem, a w nim : " Zadaniem władzy jest to, żeby rządzić, biorąc odpowiedzialność za gospodarkę, społeczeństwo, państwo, bo to nie są tylko pojęcia - to są po prostu ludzie, procesy, instytucje. Celem władzy ma być maksymalne wykorzystanie szans i uniknięcie zagrożeń, ale bilans korzyści i kosztów nie ma być bilansem dla rządzących albo ich partyjnego zaplecza. (...) Nasz ład ustrojowy to demokratyczne państwo prawne, czyli konstrukcja, której siła z natury rzeczy polega na upodmiotowieniu obywateli. Bez tego nie da się utrzymać demokratycznego państwa prawnego. (...) Zatem jesli ktoś powie, że jedynym kryterium skuteczności w polityce jest zdolność utrzymania władzy, odpowiem, że w ten sposób środek służący do upodmiotowienia obywateli staje się celem samym w sobie. A jeśli tak, to możemy systematycznie podstawiać rozmaite środki w miejsce celów, co oznacza tak daleko posuniety relatywizm, ze będzie on destrukcyjny dla wszystkich, będzie źródłem anomii społecznej, idącej od szczytów władzy. (...) Fenomen Polski nie polega na tym, ze nam brakowało indywidualnej zaradności, ale na tym,że mając dostep do zasobu rozwojowego, jakim jest indywidualna przedsiębiorczość, nie mamy równoczesnie dostępu do zasobów, które biorą się ze społeczeństwa i państwa.Czyli realizowania wspólnych przedsięwzięć we wspólnej przestrzeni.(...) Władza publiczna nie może swego potencjału używać wyłącznie reaktywnie, w odpowiedzi na kryzys, katastrofę. Do rozwiązywania problemu, który już zaistniał, władza musi podjąć działania na trzech poziomach. Pierwsze są działania ratunkowe, natychmiastowe. Drugiego typu...chodzi o zniwelowanie skutków katastrofy, trzeba ludziom zapłacić zasiłki, domknąć sprawy sądowe, mamy zbyt zbiurokratyzowane procedury, nie szukamy dynamicznych rozwiązań, pojawiają się żale(...) (trzeci poziom) to refleksja, co zrobić, żeby uniknąć tego rodzaju zagrożenia w przyszłości. Z tym jest najgorzej, bo to wymaga ciągłości władzy, ciągłości państwa. (...) Każda władza rozpoczyna rozwiązanie problemów systemowych od blokowania i kwestionowania rozwiązań poprzedników. (...) Chcąc rządzić, musimy dokonywać długofalowych wyborów, rozpoznawać strategiczne problemy konkretnego społeczeństwa. Nie w perspektywie gry o teraz, ale o pokolenie, o dwa pokolenia." ("Szybkie szachy".Wywiad z Jerzym Hausnerem, " Tygodnik Powszechny" 2011 Nr 50) Trudno się nie zgodzić, skoro naszym wspólnym wrogiem pozostają bierność, pasywność, stanie w miejscu, zwłaszcza kiedy inni próbują ocalić skórę na wielorakie sposoby, ale przy nieustannym rozwoju, inwestowaniu, czy to w edukację, czy wszelkie innowacje w gospodarce, my zaś, czy mamy przyglądać się biernie w przyszłość, blokując wszelkiego typu osiągnięcia ekonomiczne, w końcu żadnych reform społecznych nikt za nas nie przeprowadzi, tylko my musimy znaleźć takie rozsądne wyjście z sytuacji, nie zabierając ludziom bezpośrednio pewne grantów, tylko raczej uświadomić społeczeństwo, że jeśli dalej będziemy tkwić w pasywnej sytuacji, że niczego nie wolno nam odbierać, że mundurowi dalej niech pracują tak krótko, a cóż to za emeryt w wieku czterdziestki, wstyd i obciach dla życia, a z drugiej strony strata dla państwa, że olbrzymie nakłady zamiast tłoczyć w edukację, dajmy na to, państwo musi zapychać dziury w pozostałych sferach publicznych. A warto, tylko wszyscy trzeszczą, że to nieuniknione, tylko jak tego dokonać w sposób najmniej bolesny, z jak najmniejszą traumą. Tylko idźmy drogą jak najbardziej nowoczesną, jak Kantor poszukiwał w sztuce, tak nasza droga niech okaże się szybkim ruchem w przyszłość, żeby nie zaprzepaścić szans na lepsze jutro.
I już po wszystkim, pozamiatane, tyle po nas, co w nas oraz z nas. Pamiętajcie o przecinkach, czasem warto wypoczywać w księgach. Nasze życia to są biegi, w których wolno czekać na lepsze okazje. Drugich nie będzie, bo "nic dwa razy się nie zdarza" zanim dojrzy. Dojrzewają w nas kwiaty, którym odebrano wdzięczność i kolory. Nie piszemy smutnych www-wierszy, nikt z nas nie jest pierwszy. Nie oczekuj wiele, możesz naraz dawać więcej, nim opatrzą ból. Dokonania naszych wspomnień zamieniły deszcze w śniegi. Biel ociera się o twarze, których wiele w niepokojach i przetargach. Zbyt biało dookoła kiedy znowu wybielają się w nas snami dłonie.
i daj coś zjeść, ale ja nie jestem głodny, chociaż za oknem chłodno, pada śnieg, w końcu to już grudzień. Tworzą się niepowtarzalne widoki snu i przeobrażeń duszy, bo przecież w tym miesiącu rodzimy się nieustannie co roku, bynajmniej tak nam zaproponowano wierzyć, a ja wierzę wciąż, chociaż niewiele jestem wart. To Państwo powiedzą , ile jestem wart, chociaż lepiej nie, bo zostałbym praktycznie z niczym, i tak naprawdę jaki jesteś, nie wie nikt. I niech tak pozostanie. Jestem po prostu sobą. Zwyczajny gość, który rzadko odwiedza znajomych, a jeszcze więcej gości w czytelniach i bibliotekach, w których może być i zapewne jest serdecznie, miło, gościnnie, uroczo, i takim w zupełności bycie wystarczy. Teraz muszę biec do apartamentów w stylu M1, w skrócie zwanych kawalerką, bo na więcej człowieka nie stać lub w wynajętym pokoju, gdzie również może być miło i przyjemnie, i tu spożyć całkiem niezłą dawkę domowego żarcia oraz pożycia. Póki co, pożyjemy, zobaczymy. Zobaczone, zapatrzone, rozpatrzone, opatrzone, i tak się napatrzę, jak wszyscy wielcy w małych, bo to, co wielkie kiedyś małym było, może nam się tylko tak wydaje, zbyt wiele nam się wydaje. Idą święta, a my w polskiej mentalności, ścinamy drzewa, zamiast kupić jodłę w donicy, i w chwilę po gwiazdkowej chwili, wyrzucać za balkon komuś na głowę, to tak jak zwalić się komuś na głowę z problemami, i w związku z tymi świętami tak nam się wydaje. Wydawajmy jak najmniej, ale za to bierzmy całymi garściami z życia, swojego życia, bo czasami - albo tak mi się tylko wydaje - mam wrażenie, że udajemy, że jesteśmy w nieswoim życiu, cudzej skórze, w cudzym pięknie, to tez piękne, ale ważne, by być sobą, nie przestawać na rzeczach małych, wydaje nam się. Pozdrawiam!