RSS
wtorek, 29 maja 2018
Rosy

Rosy

Podróże często rozmawiają z pragnieniami sztuki.

Patrzą na obrazy które wydają nam się bliskie.

Lebenstein wykracza poza śmierci wychodzące z mroku.

Martwe natury Czapskiego urzekają widokami samotności.

Każdy portret jak kamień który milczy poza czasem.

Ludowy rzeźbiarz opowiada spóźnioną historię o wieczności.

Wokół krążą cienie jak uchodźcy z Syrii.

Pieścimy kwiaty w kwadratach pól.

Za nami schodzą kierowcy z dróg w dół rzeki.

Rosa dotyka ich bosych nóg.

Nie wszyscy umarli – tkwią na fotografii.

Patrzą zdziwieni na krwawy XX wiek.

Poeci wietrzą nasze zagubienie i melancholię.

Las zamienia pęknięte słowa w spacer po rozdrożach.

W pejzażu nut Antonina Dworaka szlaki pradziadków.

Powstańcy pod Stoczkiem milkną w snach.

Mgły oddychają wolno widokami drzew.

Biegnie zieleń w milczący atlas słów.

Poranne dzwony przyklasztorne budzą światło.

Wyobrażenie siebie uwalnia od bólu.

Zatopiony w rosach powracam do dzieciństwa.

Jestem starcem i młodzieńcem w ogrodach poszukiwań.

Mój świat zawiera się w podróżach cieni.

Biegnie za nas oddech który nie śpi.

Ledwie uwertura życia – trzeba mierzyć się z miłością.

Brodski miał rzec : woda jest obrazem czasu.

Rosa i łzy są wszędzie nawet kiedy nie ma ciebie.

Woda płynie z nami jak pragnienie rosnącego dnia.


© Leszek Węgłowski

 



11:27, leszek.weglowski
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 kwietnia 2018
Autoportret

fot. Leszek Węgłowski

19:41, leszek.weglowski
Link Dodaj komentarz »

 

Podróż

Bezsenność podróżuje we mnie jak ciekawskie gwiazdy.

Portrety dziadków opowiadają historie w jidysz.

Ta podróż trwa z miastami które uczą powolności.

Wszystkie światła kwitną jeśli chcesz zrozumieć siebie.

Biegniesz w stronę drzew - zdziwione szepczą niepewność.

Mój świat schodzi w dół rzeki która nie śpi.

Nowym Światem biegnie zapach fortepianu.

Spaceruje Norwid do etiudy Chopina.

Księgarnie ziewają ze zmęczenia.

Znikają z ulic jak gazeciarz w czapce.

Rozmowa z Proustem odmładza pamięć.

Przygląda nam się spóźniony czas.

Noc zapisuje pracowity zapach dnia.

Tulą się powieści do wygodnych łóżek.

Niektórzy piszą listy albo pozwy rozwodowe.

Miłość nie trafia czasem pod wskazany adres.

Może w innym życiu spotkają się fragmenty twarzy.

Starzec we mnie rozpoznaje naiwną młodość.

Zbuntowany podróżnik oddycha mgłami.

Kto we mnie – guwerner kosmopolita trybut.

Trudno zmieścić  wszystkie chwile w plecak.

Każda podróż ostatnia która ma być pierwszą.

© Leszek Węgłowski

19:31, leszek.weglowski
Link Dodaj komentarz »
Kalendarze Pana Cogito

 

 

Kalendarze Pana Cogito

Poezja Herberta nigdy się nie kończy. Dotyka naszych pragnień, wzruszeń, razem z Panem Cogito zabiera nas w podróż, pełną scenerii w stylu wazy greckie, guziki, co przecież ma swoje odniesienie do historii, której tu pełno. W  swoich wierszach czy esejach poeta przedstawił wachlarz atrybutów ludzkiej egzystencji, odwołań do przeszłości, jak w  wierszu „Kalendarze Pana Cogito” : „Pan Cogito(…) odjeżdża/jak na białym parostatku/w czas przeszły dokonany//na sama granicę horyzontu/własnej niepojętej istoty(…) jakby spotkał/kogoś dawno zmarłego”. Podmiot cyklu wierszy-  Pan Cogito „zmaga się z historią/ze zmiennym powodzeniem//stara się ją oswoić/nadać ludzki sens”.      Natomiast co do sztuki : „ Mówią - /że sztuka jest zwierciadłem/które przechadza się po gościńcu//odbija wiernie realność/to niesamowite dwunożne lustro (…) sztuka stara się uszlachetnić/podnieść na wyższy poziom/wyśpiewać odtańczyć zagadać//zetlałą materię ludzką/zrudziałe cierpienie” („Zwierciadło wędruje po gościńcu”).  Takie pojmowanie sztuki trafnie określa Julia Hartwig : „Bo jeśli znaczną część zachwytu nad sztuką pochodzi z onieśmielenia, z poczucia odległości dzielącej artystę od odbiorcy, to przeważa potrzeba, jaką odczuwa odbiorca, by odnaleźć w tej sztuce samego siebie, a im wyżej dokona się identyfikacja, tym wyższa jest ranga tej sztuki.”[1] Patriotyzm, ale jaki w zasadzie, czy pełen myślenia swoim własnym życiem, zgodnym z systemem wartości jak u Elzenberga, życiem, które  bywało okrutne, kapryśne, rozdarte, różnorodne, pełne cierpienia, zmęczenia,  niepokoju, udręki, a z drugiej strony pełne uniesień, uwagi na dziełach sztuki antycznej czy holenderskiej, skupienia, książek, filozofii, czy tylko ze sztandarami, pustą retoryką.  Pisze Herbert w wierszu  „Do Henryka Elzenberga w stulecie Jego urodzin” :

Kim stałbym się gdybym Cię nie spotkał-mój Mistrzu Henryku

Do którego po raz pierwszy zwracam się po imieniu

Z pietyzmem czcią jaka należy się  - Wysokim Cieniom

 

Byłbym do końca  życia śmiesznym chłopcem

Który szuka

Zdyszanym małomównym zawstydzonym własnym istnieniem

Chłopcem który nie wie

 

Żyliśmy w czasach które zaiste były opowieścią idioty

Pełną hałasu i zbrodni

Twoja surowa łagodność delikatna siła

Uczyły jak mam trwać w świecie niby myślący kamień

Cierpliwy obojętny i czuły zarazem 

(…)

W zasadzie każdy z nas ma swojego Mistrza w życiu, czyli wzór, autorytet, kogoś, komu można zaufać. Stajemy się kimś,  dzięki komuś, poprzez kogoś.  Podmiot wiersza zwraca się, w jakim świecie przyszło mu żyć, i nam samym, w czasach „opowieści idioty”.  Teraz jest inaczej, co nie znaczy łatwiej, ale trzeba stale „iść wyprostowanym”.  Żyjemy w zupełnie innym czasie, w czasach demokratycznych, chociaż demony komunizmu czy faszyzmu nadal się czają, próbując wyrwać nas z normalności.

 Kolejny ważny wiersz to „Rozważania o problemie narodu”, w którym odnajdujemy rejestr stanowisk, jakie człowiek zajmuje w życiu.  Pojęcia „naród”, „lektury szkolne”, „wmówienie”, mogą wskazywać na to, w jakim świecie żyliśmy, żyjemy, tworząc  wspólnotę geopolityczną pod względem języka, poglądów politycznych :

z faktu używania tych samych przekleństw

i podobnych zaklęć miłosnych

wyciąga się zbyt śmiałe wnioski

także wspólna lektura szkolna

nie powinna stanowić przesłanki wystarczającej

aby zabić

podobnie ma się sprawa z ziemią

(wierzby piaszczysta droga łan pszenicy niebo plus pierzaste

                                                                                                              obłoki)

 

chciałbym nareszcie wiedzieć

gdzie kończy się wmówienie

a zaczyna związek realny

czy wskutek przeżyć historycznych

nie staliśmy się psychicznie skrzywdzeni

i na wypadki reagujemy teraz z prawidłowością histeryków

czy wciąż jesteśmy barbarzyńskim plemieniem

wśród sztucznych jezior i puszcz elektrycznych

 

prawdę mówiąc nie wiem

stwierdzam tylko

istnienie tego związku

objawia się on w bladości

w nagłym czerwienieniu

w ryku i wyrzucaniu rąk

i wiem że może zaprowadzić

do pośpiesznie wykopanego dołu

 

więc na koniec w formie testamentu

żeby wiadome było:

buntowałem się

ale sądzę że ten okrwawiony węzeł

powinien być ostatnim jaki

wyzwalający się potarga

Z. Herbert, Rozważania o problemie narodu (w:) Studium przedmiotu, s. 47-48

Herbert podsuwa tutaj kilka postaw życiowych, zarówno nacjonalistycznych, szowinistycznych, jak i kosmopolitycznych, jednak opowiadając się za patriotyzmem jako wartością nadrzędną. Jest to próba określenia  własnej tożsamości, kim naprawdę jestem, jakim jestem człowiekiem, co tak naprawdę wiemy o sobie, co w istocie możemy zrobić ze swoją przynależnością narodową, w odniesieniu  do patriotyzmu, przyjmowania postawy w życiu, brania na siebie ciężaru odpowiedzialności za siebie, za innych. Warto zwrócić uwagę na poczucie trwałości, przywiązania do miejsc, z których wyszliśmy, zakorzenienia, ale tez pewnej powściągliwości życiowej, spojrzenia na rzeczywistość w sposób jasny, przejrzysty.

W wierszu „Śmierć Lwa” tytułowy bohater Lew Tołstoj odbywa podróż, całe jego życie to jedna, wielka podróż; jest to ucieczka, Wielka Ucieczka od życia, ucieczka  w samotność, będąca jednocześnie metaforą zjawiska wyczerpania się sztuki; słowa, jakie wypowiada Lew : „Trzeba uciekać” można traktować jako ucieczkę przed życiem, przed tragiczna rzeczywistością jako swoistym „piekłem”. Czytamy w wierszu : „dokąd duszo chrześcijańska- //Lew zamilkł/schronił się w cień wiekuisty/wiekuiste milczenie”. Milczący Lew to figura każdego z nas, gdzie milczenie jest próbą duszy; Lew zapuścił się w głąb celi własnego ciała, zniewolony koniecznością, w  nadziei, że zyska prawdę i odnajdzie spokój poza materią świata. Możemy powiedzieć, że wędrówka Lwa to rodzaj podróży metafizycznej, zmierzającej w stronę poznania duszy, własnego wnętrza. Podróż u Herberta jako metafizyka ludzkiego losu, zachwytu nad sztuką, poznawania siebie. Oto fragment z dziennika Herlinga – Grudzińskiego : „W myślach i w lekturze kojarzę Herberta z Kawafisem. Kubiak, tłumacz poety aleksandryjskiego, nazywa trafnie jego twórczość „poetycka historiografią”. Coś podobnego wyczuwa się u Herberta: ironiczne i podszyte desperacją śledzenie brutalnych i oszalałych skoków historii. Pod spodem rozpościera się, jak u Kawafisa, ogromna miłość do miasta, do „polis”, idealnego obrazu życia zrzeszonego. Raz miasto – polis „pójdzie wszędzie za tobą”(Kawafis o Aleksandrii), kiedy indziej jest oblężone (Herbert), to znowu trzeba je ocalić przed spiskiem (Wenecja u Simone Weil). Poczucie historii wydaje się u Herberta tak organiczne, sięga tak głęboko, że wróżę mu najdłuższe trwanie w sercach i umysłach czytelników polskich. W tomiku „Rovigo” zachwycił mnie wiersz „Wilki”. Kto wie, czy nie bardziej tragiczny i czystszy w  wyrazie od pięknego wiersza  Miłosza „W Warszawie”.  Oto fragment :

(…)

Ponieważ żyli prawem wilka

Historia o nich głucho milczy

Został na zawsze w dobrym śniegu

Żółtawy mocz i ten trop wilczy

W całej poetyce i eseistyce Herbert kreśli portret bohatera myślącego, wrażliwego na sztukę, na ból, cierpienie, zgodnego z samym sobą i światem. Trzeba tez jasno powiedzieć, jeśli chodzi o pojmowanie starości, pewnej dojrzałości życiowej,  podejście do wielu spraw ujmowania sztuki na przestrzeni lat, że „nasza współczesność nie żywi już takich złudzeń: przebyte doświadczenia nie nadają się do naśladowania w przyszłości, która zmienia się tak szybko, że pożyteczniejsze staje się porzucanie dawnych przyzwyczajeń niż ich kultywowanie. Pozostaje, rzecz jasna, doświadczenie głębsze, dotyczące wiedzy o samym sednie życia, o ludzkich charakterach – bo każdy z nas wzbogaca z biegiem lat swoją wiedzę o ludzkich zachowaniach, choć nie zawsze potrafi zrobić z nich użytek, czy przekazać swoją wiedzę innym. Ale wiedza ta jest też jakby coraz mniej ceniona, stosunki między ludźmi opierają się coraz bardziej na umowach, kontraktach, sformalizowanych schematach, nie zaś, jak dawniej, na zaufaniu i zawierzeniu dobrej woli i prawości kontrahentów.”[2]   Przestrzeń dzieł Herberta, Hartwig, Brodskiego, Miłosza wytwarza w czytającym poczucie jeszcze większego zaciekawienia światem, poznawaniem sztuki, w tym śródziemnomorskiej, oddając hołd zarówno żołnierzom wyklętym, bohaterom powstania warszawskiego oraz w getcie żydowskim, swoim profesorom, którzy pozwolili wypełnić w nas wszystkie te element,  łączące wspólnotę tych, którym bliskie „rozważania nad istotą muzyki”, postawa Pana Cogito, który „wybrał/to co podlega/ziemskim miarom i sądom//by gdy nadejdzie godzina/mógł przystać bez szemrania//na próbę kłamstwa i prawdy/na próbę ognia i wody”, „dostojne milczenie”. Na koniec wiersz Seamusa Heaneya „Hiperborejczyk” poświęcony pamięci poety :

Gruzy świątyń. Poezja. Mówię w duchu do Zbigniewa Herberta:

Wnętrze twej czaszki – była to droga po rumowisku

Do Delf, ich via sacra, po części już via crucis,

Po części realny kamień nie przemienionych gór. Orły

Zakreślały w powietrzu ściśle wierne kopie swych orbit

Nad oblężoną świątynią boga na szczycie wzgórza;

Tylko wyrocznia wciąż jeszcze nie podlegała cenzurze.

Byłeś tutaj przybyszem z Hiperborei, Zbyszku,

Jednym z mieszkańców krainy północniejszej nawet niż wiatr,

Skąd uniósł był Apollina łabędzi zaprzęg, lecz dokąd

Bóg wracał każdej zimy. Ty – dla wszystkich, co tam mieszkali,

Byłeś jego heroldem, kiedy znowu unosił go szum

Wichru i milkła kraina, i nadzieje lata pierzchały.

To on uczył cię gry na lirze, starannego strojenia jej strun.

Przeł. Stanisław Barańczak   

Poetyka Herberta pozwala zatrzymać się przez chwilę w rozpędzonej rzeczywistości, z refleksją nad światem, własnym życiem, uczy cierpliwości, pokory, odróżniania dobrego od złego, obrony wolności  jak w  wierszu „Książka”:

Ta książka łagodnie mnie napomina nie pozwala

Abym zbyt szybko biegł w takt toczącej się frazy

Każe wrócić do początku wciąż zaczynać od nowa

(…)

Cierpliwy glos książki poucza:

Najgorszą rzeczą w sprawach ducha jest pośpiech

I jednocześnie pociesza: masz lata przed sobą

 

Mówi: zapomnij że czeka ciebie jeszcze dużo stronic

Tomów łez bibliotek czytaj dokładnie rozdział trzeci

W nim bowiem jest klucz i przepaść początek i koniec

(…)

Z. Herbert, Książka (W:) Rovigo, s. 7



[1] Julia Hartwig, Zawsze powroty. Dzienniki podróży, Sic! Warszawa 2001, s. 334

 

(c) Leszek Węgłowski

17:55, leszek.weglowski
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 kwietnia 2018
Herbert, Brodski, Zagajewski w jaskiniach filozofów cz. 3

 

Herbert, Brodski, Zagajewski w jaskiniach filozofów-cz.3

    Wygnanie, banicja, emigracja, uchodźctwo , jak zwać to problem od lat i wieków palący ludzkość niezależnie od szerokości geograficznej. Pamiętamy Wielką Emigrację w XIX w., zsyłki w głąb Rosji, syberyjskie katorgi, wyjazdy po Stanie Wojennym na Zachód Europy, internowanie działaczy opozycyjnych, wszystkie te podróże, mogą stanowić o zmienności ludzkiego losu, wyobcowaniu, samotności, przestrzeni geopolitycznej. Lepiej zostać cieniem, banitą, miał rzec Brodski i dalej : „ Mój wybór to próba oddziaływania na rzeczywistość.(…) Wy Polaki wsie powstańcy.” Usłyszałem w radiu w kontekstach jak nas widzą inni. I co słychać? Boli gęba polska jak u Gombrowicza, kłótliwość, nieżyczliwość, lenistwo, wiele więcej tego.

      Zadaniem sztuki jest opisywać, jak jest, jak może być i jak było naprawdę. Sztuka wyzwala w nas pokłady wstydu, pamięci, decyzji, wyobraźni. Poeci to tacy odmieńcy, ale w dobrej wierze albo dobrej zmianie. I Brodski właśnie miał poczucie swego przeznaczenia. Był wielkim poetą, podobnie jak Zbigniew Herbert, odwołujący się nieustannie w swej twórczości do mitologii Greków i Rzymian, prostując poprzez te odwołania nasze postawy życiowe, decyzje, wybory. Znowu Herbert, a dlaczego by nie? Uczono mnie, żebym zapamiętał : Ci, którzy nie pamiętają historii, muszą ja powtarzać. Brodski twierdzi właśnie : „Powtórzenie jest podstawową cechą rzeczywistości.”(s. 277) W znakomitym zbiorze esejów „Pochwała nudy” Brodski, skąd cytaty, prezentuje swoisty testament duchowy, gdzie słowa poety mogą służyć jako drogowskaz w życiu, przemyślenie naszych postaw życiowych, jak to, jaką siłę oddziaływania stanowią dla nas odwołania do dziedzictwa antyku, zwłaszcza Rzymu, które nadal aktualne, bowiem cała struktura wszechświata opiera się na podstawowych pierwiastkach antropologicznych, pochodzących z tego okresu. Czytamy w zbiorze : „Nigdzie czas nie kruszy się tak łatwo, jak w naszej głowie. Chyba dlatego tak lubimy myśleć o historii.(…) Historia przypomina otaczanie się lustrami.” Pojmowanie poezji, sztuki pisarskiej, rola twórcy i samej twórczości w życiu człowieka, znaczenie starożytności w naszym życiu i jej odniesienie do współczesności, wszystkie te motywy przenikają wnętrze czytającego, stanowiąc rodzaj lustra, w którym odnajdujemy siebie jako formę identyfikacji z rzeczywistością, ale zgodną z wartościami, To nieustanny dialog Autora z czytelnikiem, stale który musi wyciągać wnioski, proponuje autor : „nie ma nic złego w zawiłości myślenia, tyle że zawsze osiąga się ja za wszelką cenę głębi myśli.”  Mówiąc o poezji stwierdza, że „przejawia ciągoty do pustki”, przyczynia się do rozwoju cywilizacji, a o samej poezji amerykańskiej, że „ jest to poezja natchnięta duchem odpowiedzialności osobistej(…) Nade wszystko jednak odznacza się nawoływaniem do umiarkowania.” ( s. 185) , „jest sztuką wysoce indywidualistyczną”, „stanowi jedno wielkie nieprzejednane kazanie na temat autonomii człowieka (…) sławi prężność i hart ducha, podpowiada, jak wpatrywać się bez zmrużenia powiek w najgorsze zło. Oczy ma z całą pewnością otwarte … wypatrujące bacznie niebezpieczeństw.” Poetę obowiązuje „powinność wobec języka, czyli musi pisać dobrze. Pisząc, zwłaszcza pisząc dobrze, w języku swojego narodu, poeta bardzo się doń zbliża. A już sprawą narodu jest spotkać się z nim w pół drogi, to znaczy otworzyć jego książkę i przeczytać.”(s.186) „W każdej kulturze poezja jest najwyższą formą wysłowienia się człowieka.” (s.186) „Czytanie poezji to proces niebywałej osmozy językowej”. „Wiersz daje nam próbkę kompletnej i nie wypaczonej inteligencji ludzkiej w działaniu.”(s. 187) Wiersz mówi do czytelnika : „Bądź jako ja”.(s.188)

    Brodski był chory na serce, miał poczucie skończoności choroby, był w nim lęk (określenie Adama Zagajewskiego), uznawał, że człowiek wolny bierze los w swoje ręce i jeśli już to ma pretensje do samego siebie. Ambicją jego było, kim jest człowiek? – udźwignięcie równania w poezji wody i czasu. Pochowany w Wenecji, a Jerzy Illg mówił o pojedynku żywiołu z kulturą. Eseje i wiersze Brodskiego pozwalają zrozumieć sens życia, uwikłanie człowieka w historię, zgubny proces upływu czasu. Trzeba to czytać, żeby zrozumieć sens historii, samego siebie.

   Wywołany do tablicy znakomity poeta Adam Zagajewski, jakże bliski, zarówno Brodskiemu, jak i Herbertowi, tak oto składa hołd polskiemu poecie, zmarłemu w 1998 r., w wierszu „Pożegnanie Zbigniewa Herberta” z tomu "Pragnienie" :

 

Z początku tylko właśnie i śmieszny lot

nietoperzy, jabłko księżyca i senna sowa,

smak zimnej wody na pierwszych wycieczkach.

Wieże tego miasta jak miłosne wyznania.

Później, dużo później, złoty kurz Prowansji,

figowce w winnicach, lekcja białej Grecji,

prowincjonalne muzea, Piero i jego madonna w ciąży

- a pośrodku dwie okupacje, dwie nieludzkie armie,

niezgrabne pojazdy śmierci na twoich ulicach.

 

Długie dni, kiedy tłumaczyłeś Georga Trakla

Śpiew pojmowanego kosa, radość pierwszego Paryża

po latach sowieckiej brzydoty i biedy;

twój figlarny uśmiech, chłopięce żarty, humor

i powaga, z jaką zwiedzałeś małą katedrę w Meaux

(Bossuet patrzył na nas raczej surowo),

berlińskie wieczory : Herr Doktor, Herr Privatdozent,

ryż, który sypałeś jak konfetti na ślubie przyjaciół

- lecz także cisza i gorycz złych miesięcy.

 

Lubiłem sobie wyobrażać twoje spacery

w Ligurii czy Umbrii: eleganckie łowy,

poszukiwanie tego miejsca, gdzie topnieje

lodowiec przeszłości i odsłania formy.

Lubiłem sobie wyobrażać twoje wędrówki

w górach poezji, poszukiwanie tego miejsca,

w którym milczenie nagle wybucha mową.

Ale spotykałem cię zawsze w ciasnych mieszkaniach

Tych szarych molochów, zwanych wielkim miastem.

 

Przypominałeś mi czasem o tragizmie życia.

O tobie życie pamiętało prawie codziennie.

Myślę o twoich rówieśnikach, zmiażdżonych przez los,

o tym, jak zachorowałeś w Madrycie, w Amsterdamie

(hotel „Ambassade”), i nawet w świętej Jerozolimie,

o szpitalu Saint-Louis, gdzie leżałeś w lecie,

gdy upał topił ściany domów i granice państw,

o twoich ostatnich tygodniach w Warszawie.

Podziwiam królewską dumę twoich wierszy.

(Adam Zagajewski „Pożeganie Zbigniewa Herberta” (W:) „Pragnienie”, a5, Kraków 2000)

    Sam Herbert w jednym z wierszy pisze : „jestem spokojny trzeba się pożegnać/ nasze ciała przybrały kolor ziemi” ( „Pożegnanie” z tomu „ Elegia na odejście”), bo żegnamy się codziennie litaniami próśb „o ranki południa wieczory płoche i bez znaczenia/o mało duszy/mało sumienia/lekką głowę”, by nasze życie „mieściło się bez reszty/w hrabiny Popescu/ szkatułce pamiątek”(„Prośba”), i te pożegnania wywołują melancholie, zamyślenie, gorycz, ale przywołują pamięć naszych przeżyć, podróży, wycieczek, samotności, bliskości, wszystkich ludzkich przywar, wyzwolenia, buntu, poczucia godności. Nie rozpieszcza nas życie w codziennym trudzie, pokonywaniu słabości, ułomności. Zarówno Herbert, jak i Brodski, nie mieli łatwego życia. Choroby serca, astma, wygnanie albo emigracja, samotność, wszystko to powodowało zmęczenie życiem, ale jednocześnie swoistą afirmację życia. W jednym z zapisów diariuszowych z 10 kwietnia 86, Antony, Julia Hartwig wspomina poetę: „W jednym z wywiadów-przeprowadził go kiedyś Adam Michnik dla „Krytyki”- mówi Herbert, że zadaniem poety jest mówić o prawdach prostych, szlachetnych i poważnych. Wykonuje to w swojej poezji. W swoich najwyższych osiągnięciach jest to poezja rylca intelektualnego, która znalazła poklask licznych odbiorców, co zadziwia, bo intelektualna poezja nigdy nie miała licznych odbiorców i wielbicieli. Choć, po zastanowieniu – czy to prawda? A sukces Eliota? Audena? Marianny Moore? U nas jednak Miłosza, Szymborskiej? A może taka właśnie jest potrzeba czytelnika? Otrzymać jasny przekaz intelektualny?

(…) Zachowanie pisarzy w okresie stalinowskim stało się czymś w rodzaju obsesji u Herberta. Ktoś z jego bliskich opowiadał, z jaką przykrością uczestniczył w jego rozmowie na ten temat z Herlingiem – Grudzińskim, która była rodzajem seansu nienawiści. Obaj zgadzali się na tę samą najniższą motywację uczynków. Stąd też niechęć Herlinga do Umysłu zniewolonego, który podaje błędną, jego zdaniem, analizę tamtego okresu.

Ta podwójność natury Herberta, kociej i czarującej w kontaktach z ludźmi, również z tymi, których przy zaćmieniu części świadomości potrafi zelżyć i upokorzyć, stwarza pozory bolesnej dwuznaczności. Sprawcą jest zapewne choroba. Ale niechętnie dopuszczamy, że człowiekiem świadomym, i to tak świadomym, jak on, może rządzić demon, popychając go do słów obraźliwych i bolesnych, na które trudno znaleźć usprawiedliwienie.

Potrafi też dotknąć ludzi, których szanował i z którymi był zaprzyjaźniony. Tak obraził kiedyś Antoniego S. po jakiejś kolacji u nas, która upływała przy miłej rozmowie i niewielu jest takich, których by nie spostponował bodaj raz, przy jakiejś okazji. To, co jest bolesne w tych wydarzeniach, to myśl, że wiedza o słabych stronach przyjaciela lub znajomego tkwi w nim stale, choć nieujawniona, a skoro się ujawnia przy rozluźnieniu hamulców, to znaczy, że nie potrafi on znaleźć w sobie wybaczenia dla innych, że siedzi w nim ta niechęć jak utajony płomień, gotów w każdej chwili wybuchnąć…

Często nazajutrz żałuje tego, co powiedział, i posyła nawet kwiaty niewinnym ofiarom swoich ciemnych pasji.

    W przyjaźni potrafi być serdeczny, okazuje pamięć i uwagę, przysyła kartki, kiedy jest daleko, i pisze piękne listy, czasem liryczne, czasem żartobliwe zawsze doskonałe i urzekające stylistycznie. Ale czuje się że bez innych potrafiłby się świetnie obejść, że życie jego jest najzupełniej samowystarczalne. Kiedy się z nim rozmawia, jest zawsze interesujący, więcej, potrafi zachwycać. Mówi rzeczy własne, niestarte zbyt częstym przebywaniem z ludźmi, nie wyczuwa się w nim tez żadnego wyobcowania z codzienności, nawet w sprawach polityki. Ale w jego niezależności i dystansie jest coś niepokojącego, coś, co mogło być znamieniem okresów depresji. Ala jaka przy tym inteligencja, jaki humor, w najlepszym gatunku, cienki, autoironiczny. Tu już zaczynają grać te cechy, które współtworzą jego poezję.

    Pozostaje tak rzadko, niemal nigdy nie poruszana sfera wpływów literackich. Herbert był niewątpliwie przez czas jakiś uczniem Miłosza, sam wyznaje to w listach do niego. A ile w jego prozach poetyckich Jacoba! Ile z Michaux! Ile dobrego natchnienia z Ponge’a, a także, zwłaszcza w pierwszym okresie, ze zdobyczy Różewicza. Wiersz, który może najbardziej cenię z Pana Cogito, o niewidzialnym potworze, toż to cały Michaux! Czy to zarzut? Inteligencja Herberta i jego talent, jego poczucie współczesności, pozwoliły mu stworzyć z tego amalgamatu coś zupełnie własnego, stał się jedynym i niepowtarzalnym Herbertem, rozpoznawalnym nie tylko dla nas, w kraju, ale i dla czytelników i pisarzy Europy i Ameryki.”[1] 

     Ale dla takich chwil, czasem oderwanych, takich momentów, warto żyć, bo jak wyznaje filozof : „Każda chwila , każdy moment „odchodzi”, „przemija” właśnie dlatego, że jednocześnie „staje się”, jest „nowym początkiem”. „Przemijanie” i „stawanie się” są nierozerwalną jednością.” I dalej : „Jedną z postaci, jakie przyjęła taka perspektywa, jest pojęcie wiecznego powrotu tego samego : czas jest kołem, świat ciągle na nowo wraca tam, gdzie się zaczął. (…) Chwile przemijają tylko z punktu widzenia tego, co właśnie przeżywam – tylko o tyle, o ile nie potrafię oderwać się od tu i teraz przeżywanego momentu, o ile nie potrafię spojrzeć na ów moment z dystansu. Jeśli spojrzę na to, co przeżywam, z „lotu ptaka” – z perspektywy czasu jako całości – zobaczę, że we właśnie przeżywanym momencie nie ma nic specjalnego, że nie jest on niepowtarzalny; że więc nie znika w nicości raz na zawsze. Zrozumiem, że w gruncie rzeczy „przemijać” znaczy tyle, co : „powracać”.(s.220-221) Życie nigdy nie może być tylko „moje”. (…) Życie nie może być „wieczne” w sensie : i tak dalej, bez końca, w nieskończoność – bo życie to nieustanne przerywanie ciągłości, bo żyć to ustawicznie przezwyciężać każdą formę życia, każdą określającą je sytuację. Każdą ( w tym znaczeniu) skończoność. (…) Kochać życie – to zatem znaczy (poucza nas Zaratustra): być gotowym do porzucenia każdej jego formy, każdej sytuacji, w jakiej się mogę znaleźć. Nie trzymać się życia, jakie znam, za wszelką cenę, kurczowo, próbując tylko usunąć z niego z niego wszystko, co niewygodne, bolesne, ciemne i niespodziewane. (…) Wyzwolić się z tego, co znam, z człowieczeństwa, jakie jest. W ciemność, w obce, w nowe.(…) Z życia, co nieustannie samo się przezwycięża, nie da się usunąć wszystkiego prócz radości; takie życie nie może być tylko przyjemne. Kielich życia pełen jest goryczy. Jest pełen goryczy : bo życie wrasta w kolejne swoje formy, adaptuje się do nich, zakorzenia się w nich, zagnieżdża – i jednocześnie je rozsadza, musi je opuścić, musi pójść dalej. Goryczy, jaką zostawia kruchość wszystkich form. Goryczy, co prowadzi do niezaspokojonego nigdy pragnienia, pragnienia wyjścia poza to, co jest, pragnienia nadczłowieka.  (…) Ta nadludzka”, „boska” gorycz, ów ból „nie z tego świata”, ma drugą stronę. Niedający się opanować niepokój ludzkiego życia – jego ciągły wysiłek wyjścia poza siebie, w nieznane – ta nieludzka choroba, ta „choroba na nadczłowieka”, która zostawia ślad nieidentyfikowanej goryczy w każdym przeżywanym momencie – stwarza zarazem dystans wobec tego, co jest, daje wolność od każdej sytuacji, wszelkich warunków, każdego związania, każdego zakorzenienia. Gorycz rozstania z tym, co dotąd moje, ból narodzin, zadany temu, co jest – to zatem jednocześnie radość wyzwolenia, słodycz wolności.”(s. 232-235)[2] Chyba tak to należy odbierać, owe zachowania Herberta, powiedzmy: nasze zachowania, zachowania czy postawy każdego z nas, zobaczmy, ile tu nawiązań : do Nietzschego, Hegla, Kierkegaarda. Powrócę raz jeszcze do Michalskiego : „Życie – życie samo, wola mocy – jest nieuleczalnie różnorodne; nie leczy więc ran, nie godzi antagonizmów, nie uspokaja. „Wola, co jest wolą mocy, musi chcieć czegoś wyższego niż wszelkie pojednanie.” Skoro nasze pojęcia świadczą o życiu, które stale się przezwycięża – to trzeba je rozumieć w kontekście prowadzącej do tego przezwyciężenia walki i dostrzec w nich jej instrumenty; zobaczyć je jako „broń”, usłyszeć w nich „szczęk nieustannie przezwyciężającego się życia”.[3] Choroby, napięcia, niepokój, poszukiwanie sensu, rozdarcie, przezwyciężanie obcości, tożsamość, przekraczanie siebie, dążenie do wolności, przezwyciężanie śmierci, wszystkie te pojęcia dotyczą nas wszystkich, dążenia do jedności, i tu nie mogę się powstrzymać od jeszcze jednego cytatu filozofa : „Dopiero wtedy – dopiero dla uczestnika, dla kogoś, kto cierpi i walczy, doznaje i działa – moment staje się zrozumiały, a tym samym różnica między przyszłością a przeszłością nabiera sensu. To nie widowisko, które mógłbym obejrzeć z dystansu. Moment to „miejsce”, gdzie przeszłość zderza się z przyszłością, „miejsce”, gdzie powstaje różnica między przeszłością a przyszłością, różnica, którą nazywamy : czas – a zatem to w tym, co właśnie robię, w tym, co się ze mną dzieje, przyszłość oddziela się od przeszłości. To tu, w moim życiu, dokonuje się to zróżnicowanie.(…) Inaczej mówiąc: moment, w którym właśnie jestem, moment, w którym działam i w którym czegoś doświadczam, jest z konieczności otwarty : otwarty na przyszłość, przeniknięty przyszłością w każdym swoim zakątku. Słowo „przyszłość” nie oznacza w tym kontekście czegoś, „co ma się zdarzyć”, następnych chwil po tej, którą właśnie przeżywam. „Przyszłość” to teraz przede wszystkim charakterystyka tego właśnie momentu, w którym się znajduję: to właśnie jego otwarty charakter. To – inaczej mówiąc – nadmiar znaczenia; właśnie on sprawia, że momentu, w którym się znajduję, nie da się e żadnym sensie „zobaczyć”.[4] Zostawmy filozofa, wróćmy do poezji. Sztuka organizuje nam określanie sposobu, w jaki możemy zobaczyć szerzej otaczający świat. Jeszcze raz filozof : „Przemijanie” i „powstawanie” to określenia sposobu, w jaki świat – cały świat, „wszystko” – wychodzi na jaw. Heidegger mówił w tym sensie o „byciu” : sposobie, w jaki coś istnieje, w odróżnieniu od „czegoś, co jest”. „Być” (tak rozumiem argument Nietzschego) to tyle, co „przemijać” i zarazem „stawać się”. [5] W przemijaniu poszukujemy własnej tożsamości, kim jesteśmy, kim możemy się stać. Poezja może nam w tym pomóc, cała sztuka, literatura, malarstwo. Podróżujemy wśród poetów, wśród odmieńców, inności, obcości, sami będąc niejednokrotnie obcymi, innymi dla innych. Ale tę obcość trzeba pokonać w sobie. Język, mowa wytwarza w nas poczucie jedności. Przenikanie kultur między granicami wymaga zrozumienia i bliskości. Artyści znają tę prawdę. Podróżujemy do wartości.

cdn.

(c) Leszek Węgłowski

 

 

 



[1] Julia Hartwig, Zawsze powroty. Dzienniki podróży, Wyd. Sic!, Warszawa 2001, s. 93-95

[2] Krzysztof Michalski, Płomień wieczności. Eseje o myślach Fryderyka Nietzschego, Znak, Kraków 2007, s. 220-235

[3] Tamże, s. 249

[4] Tamże, s. 261-262

[5] Tamże, s.266



11:28, leszek.weglowski
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 kwietnia 2018
Wyspy czasu - Herbert i inni cz.2

Wyspy czasu - poezja, wygnanie, wspólnota, czas u Herberta i innych poetów

Herbert w swojej poezji bliski jest człowiekowi w roli cienia, grzesznika w niepewnym losie. Poeta opowiada się „po stronie ludzi”, uwikłanych w przeznaczenie, którzy nie mogą przekroczyć czasu świętego. Stwierdza poeta w wierszu „Brewiarz” :

(…)

Życie moje

Powinno zatoczyć koło

Zamknąć się jak dobrze skomponowana sonata

A teraz widzę dokładnie

Na moment przed codą

Porwane akordy

Źle zestawione kolory i słowa

Jazgot dysonansu

Języki chaosu

 

Dlaczego

Życie moje

Nie było jak kręgi na wodzie

Obudzonym w nieskończonych głębiach

Początkiem który rośnie

Układa się w słoje stopnie fałdy

By skonać spokojnie

U twoich nieodgadnionych kolan

Przemijalność ludzkiego losu, samotność, nieustanne cierpienie, wygnanie, wędrowanie, oto elementy, w które uwikłani są bohaterowie wierszy Herberta. Do słów poety wyznającego, że byt ludzki nie pozostawał „jak kręgi na wodzie”, a więc stały, niezmienny, nieprzemijający, trwały dodajmy wypowiedź poety Josifa Brodskiego : „Podróżowanie po wodzie (…) ma w sobie coś pierwotnego i podstawowego. Dowiadujemy się, że nie tu nasze miejsce (…) Woda rozchwiewa zasadę horyzontalności (…) woda jest obrazem czasu.” (J. Brodski, Znak wodny) Wobec Boga, w obliczu śmierci, los ludzki wydaje się kruchy, woda oczyszcza, niszczy, ale i ocala. Wiersz Herberta przepełniony głębokim pesymizmem, goryczą nad przemijalnością życia jest w zasadzie zgodą na świat otaczający taki, jaki jest, forma wiersza – modlitwa świadczy o pokorze wobec Stwórcy, gdyż człowiek modlący wyraża zgodę na rzeczywistość pełną chaosu. W takiej sytuacji pomocna okazuje się sztuka, która przybliża człowieka do pierwiastków boskich. Pozwala w tym naszym wygnaniu, podróżach trwać w świecie wartości, pozwala lepiej zrozumieć sens naszej egzystencji.

Czytamy u Miłosza w poemacie „O byciu poetą” : „Poezja i wszelka sztuka jest skazą i przypomina, ludzkim/społeczeństwom, że nie jesteśmy zdrowi, choćby trudno nam było do/tego się przyznać.” A Josif Brodski, bodajże najważniejszy poeta XX wieku, i równie wielki obok Miłosza w jednym z esejów opisuje, jak wybitna poetka rosyjska debiutowała nie pod swoim nazwiskiem, tylko jako Anna Achmatowa. I wcale nie chodziło o jakieś korzyści, ile o „zachowanie pozorów”, bo rodzina Gorienko wywodziła się ze szlachty. Czyli pozycja kogoś, kto zajmuje się literaturą, nie uchodziła do stosownych czy prestiżowych. W ogóle pisarze tego świata to ktoś jakby z innego świata. Często odmieńcy, obcy, dalecy od pospolitości. Wiek XX zwłaszcza, nie był łaskawy dla wielu twórców. Gombrowicz, Miłosz, Venclowa, czy Brodski. Opisywanie świata, forma spowiedzi, a może podróż, może być w głąb siebie. Kundera : „Kiedy studiujemy, omawiamy, analizujemy rzeczywistość, jest to rzeczywistość taka, jaka jawi się w naszym umyśle, w naszej pamięci, w naszym wspomnieniu. Rzeczywistość, znamy jedynie w czasie przeszłym. Nie znamy jej takiej, jaka jest w chwili teraźniejszej, w chwili, w której się wydarza, w której  j e s t. A chwila teraźniejsza nie jest podobna do wspomnienia o niej. Wspomnienie nie jest zaprzeczeniem zapomnienia. Wspomnienie jest formą zapomnienia.”[1] Sztuka to forma opisu, i jak pisał Józef Czapski, malarz i eseista „sztuka zmienia świat w dziwny kryształ, który w człowieku wskrzesza coś, co zdawałoby się w nim zamarło, nie ucieczkę w jałowy estetyzm, ale w dotknięcie innego wymiaru przeżyć.”[2] A może podpowiedź Rilkego : „Sztuka (…) jest rozleglejszą, śmielszą odmianą miłości. Jest miłością do Boga. Sztuce nie wolno poprzestać na pojedynczym człowieku, który jest przecież tylko bramą życia. Bramą, przez którą musi wkroczyć. Sztuce nie wolno czuć zmęczenia. Aby się wypełnić, sztuka musi działać tam, gdzie wszyscy są  J  e  d  n  y  m. Bo jeśli  J  e  g  o  obdaruje, bezgraniczne bogactwo, stanie się udziałem wszystkich.”[3]

Życie nas wszystkich zdaje się pozostawać jako nieustający przepływ energii, to próba uchwycenia wieczności, czego symbolem marmur, jak w tytule dramatu Brodskiego, to zaplątanie w czasie jako warunek i wymiar życia, czas, który uruchamia proces zmian. Czas czyni z nas skończoność. Czas jest naszym sprzymierzeńcem, ale i oprawcą. W całym jednostkowym bycie. Wówczas Brodski: „Jeżeli sztuka w ogóle czegokolwiek uczy (przede wszystkim - artystę), to właśnie prywatności ludzkiego istnienia. Ta najbardziej zamierzchła – i najdosłowniej sza – forma prywatnej inicjatywy umyślnie bądź mimowolnie rozbudza w człowieku poczucie indywidualności, wyjątkowości, osobliwości – czyniąc z istoty społecznej jednostkę.(…) Dzieło sztuki, zwłaszcza literatura, a w szczególności wiersz, zwracają się do człowieka tete a tete, nawiązując z nim proste, bezpośrednie stosunki.” - jak czytamy w „Przemówieniu Noblowskim” i dalej tamże : „W sensie antropologicznym, powtarzam, człowiek jest w pierwszym rzędzie istotą estetyczną, dopiero potem etyczną.(…) Jeżeli tym, co odróżnia nas od reszty przedstawicieli królestwa zwierząt jest właśnie mowa, to literatura, a w szczególności poezja, będąc szczytową formą piśmiennictwa, stanowi mówiąc brutalnie, cel naszego gatunku.” (Zeszyty Literackie, Nr 21 1998)

Mowa, język jest tym, co odróżnia nas od zwierząt, co pozwala na przechowywanie w pamięci faktów, osób, rzeczy. Każdy język stanowi splot tradycji i dziedzictwa kulturowego, które wpływają na życie wspólnoty, w poszukiwaniu sensu istnienia. Język należy do świata idei, istnieje poza przestrzenią oraz czasem, dlatego tak często dochodzi do kłótni, sporów. Język tworzy fragmentaryczność wspólnoty, nie całość. 

Podróże u pisarzy wzbudzają w czytających pragnienie chwil, zobaczenie choćby fragmentów tego, co widzieli inni. Powiada filozof Krzysztof Michalski : „Ludzie, zdarzenia, rzeczy wymykają się nam z rąk, uciekają nam, ostatecznie, bezpowrotnie, mijają, stają się byłe, stają się przeszłością. Nie potrafimy do nich wrócić : coś przeszkadza. (…) Przeszłość nie wróci. Rzeka czasu płynie tylko w jedną stronę, czas niszczy wszystko-pisze Arystoteles.”

Podróż ma w sobie cos z lustra, a wg Stanisława Barańczaka optyka lustra sprowadza się do poczucia odpowiedzialności. Czytamy u Herberta :

Jeżeli wybierasz się w podróż niech będzie to podróż długa

Wędrowanie pozornie bez celu błądzenie po omacku

Żebyś nie tylko oczami ale także dotykiem poznał szorstkość ziemi

I abyś całą skórą zmierzył się ze światem

(…)

Więc jeśli będzie podróż niech będzie to podróż długa

Prawdziwa podróż z której się nie wraca

Powtórka świata elementarna podróż

Rozmowa z pytanie bez odpowiedzi

Pakt wymuszony po walce

                                               Wielkie pojednanie

Z. Herbert, „Podróż” (w:) „Elegia na odejście”

Podróż u Herberta – jakby poprawiała wygląd czasu, uczenie się świata jak joński filozof, „smakowanie wody”, „nie miej gniewu/ żywiołami przyjmuj wszystko”, poeta proponuje przyjaźń z Grecją starożytną. Zaprzyjaźnić się ze sztuką mistrzów holenderskich, co wyraża poeta w esejach „Martwa natura z wędzidłem” czy innych. Obrazowanie własnego życia poparte prawdą żywą, drogą pod prąd, wbrew nurtom politycznym, to jednak w przestrzeni pełnej wartości. Żyjemy w świecie, gdzie nieustannie ważą się losy wartości. Tkwimy we wspólnocie, która daje człowiekowi poczucie bezpieczeństwa. Trzeba pamiętać, demokracja ponosi klęskę, kiedy żyjemy w złudnym przeświadczeniu lepszego świata, złudnej jedności, kiedy to państwo, władze państwowe, niszczą podstawowe elementy samorządności, rodzą się tendencje do dyktatury. Sama władza powinna ograniczać rolę państwa do minimum, stopniowe ograniczanie roli państwa to rozwój prawdziwej demokracji. Trzeba pamiętać, że „skłonność do dyktatury tkwi w masach.” Brakuje dziś poczucia wspólnoty i solidarności, jakie budził wspólny opór przeciw władzy. Brak zainteresowania wyższymi wartościami czy też przekonanie, że nie warto w życiu poszukiwać czegoś więcej od przyjemności, oto prawdziwe oblicze rzeczywistości, w której żyjemy. Powstaje pytanie : jak ma naprawdę wyglądać nasze życie? Przed nami stale budowanie lepszego świata. I chociaż żyjemy w poczuciu traconego sensu, warto pamiętać o wartościach, które stanowią fundament naszego życia. Potrzebna jest sensowna zmiana w naszych wnętrzach, bez lepszych i gorszych, gdyz żyjemy w jakims wyobcowaniu, odosobnieniu. Trzeba lepiej zrozumieć samych siebie wobec bylejakości, złego gustu, kiczu, trzeba postawić się niedojrzałości w szerokim aspekcie społecznym, w poszukiwaniu nowego ładu i porządku życia. Należy wzbudzać w sobie myślenie zgodne z wartościami, jako właściwy kierunek działań i rozwoju rzeczywistości. Tak jak dawniej funkcjonowało pojęcie asymilacji, tak dzisiaj należy mówić o integracji, takim, nie innym budowaniu lepszego świata. Tomas Venclowa o Brodskim tak pisze : „W pewnym sensie wygnanie stanowiło dla niego urzeczywistnienie metafory, która od dłuższego czasu zawarta już była w jego poezji”. Jako najważniejszy czynnik w autoportrecie Brodskiego wskazuje twórca litewski na mit wędrowca razem z jego licznymi konotacjami biblijnymi i klasycznymi : wędrowiec taki, „pisarz, który zwiedził świat/który przekroczył równik na grzbiecie osła”, obserwuje ten świat i nic właściwie go nie dziwi”. (…) Brodski patrzy na świat jasnym, niezamąconym spojrzeniem i rozumie, że rozpacz to często właściwa reakcja na to, co świat stawia przed człowiekiem : „ból nie jest złamaniem zasad”. Rozpacz często towarzyszy wygnaniu, emigracji. Rodzi się pytanie : cierpimy dla jakich sensów? Mit wędrowca pozwala zrozumieć głębię rzeczywistości, stanowi część jakiejś historii, zakłada przeszłość, pamięć, porządek zdarzeń, idei, decyzji. Wszystko to odnajdujemy w samych biografiach i twórczości Herberta, Brodskiego, Venclowy, Miłosza. Nasze podróżowanie w świecie wydaje się kierować w stronę poszukiwania wartości, traconego czasu, drugiego człowieka. Każda podróż musi zawierać się w wolności wyboru, ale wszędzie kryje się niepewność. Potrzeba nam przejrzystości w życiu, by to życie mogło spełniać wymogi demokratycznego społeczeństwa. Powiada Julia Hartwig : „to, czego nam trzeba, to jasności widoku, życie choćby o tyle, ile się da – oskubane z brudu. I ta potrzeba, jakże naturalna, żeby zajrzeć głębiej, niż rzeczy płyną, znaleźć to, co pozwoli nam wytrwać we własnym świecie, nie zaniedbując służby, którą każdy z nas odrobić musi.”[4] Warto wskazać, że to życie powinno spełniać oprócz kryteriów demokratycznego ładu również zasady etyczne, jak żyć z wartościami. Francesco Cataluccio pyta w swej książce „Niedojrzałość…” : „Nasza tożsamość ma źródło w ciele czy w umyśle?” Tyle pytań, a odpowiedzi wciąż brak. Pojęcia wspólnoty, wygnania, podróży stale graniczą z wyborami dobra i zła, właściwych decyzji, zrozumienia, przenikania kultur.

                Gustaw Herling-Grudziński proponuje : „(…) sztuka podróżowania opiera się głównie na uczuciach ryzyka i bezinteresowności. Bardzo pięknie, powie teraz sceptyk, ale w takim ujęciu jest ona nie sztuką, a tylko bardzo szlachetnym sportem. Nikt nie zaprzeczy, że wiele i bezinteresownie ryzykował francuski student politechniki Alain Gerbault wyruszając na maleńkim jachcie w „pogoń za słońcem”. Jego przykład ożywił i pobudził do naśladowania wielu żeglarzy świata, że wspomnimy tylko polskiego harcerza Wagnera, który na „Zawiszy Czarnym” tak mężnie stawił czoło grozie oceanów. Ale cóż przywieźli oni wszyscy ze swej wędrówki, poza wynikającą z wiara we własne siły i wątpliwej wartości emocją wynikającą z ujarzmienia świata? Był to niejako anachroniczny, z ducha z ducha Kolumba i Vasco da Gamy poczęty protest spadkobierców czystego żeglarstwa przeciwko luksusowi i łatwości nowoczesnego podróżowania. „Lux torpedami”, samolotami i parowcami podróżują tylko niewolnicy świata, własnym mięśniom i rozumowi ufają jego władcy – mógłby powiedzieć Gerbault.

Chodzi jednak nie tylko o to, żeby światu ulec lub ujarzmić go, ale żeby go pokochać. Kochać natomiast potrafimy tylko te rzeczy, które chcemy i jesteśmy w stanie dokładnie poznać. Stąd czynnik poznawczy jest trzecim i ostatecznym filarem sztuki podróżowania. Najlepszą drogą do umiłowania świata jest nie rządzić nim lub wykonywać posłusznie jego prawa, ale kochać go w całej rozmaitości i bajkowym bogactwie przejawów. Zapiszmy więc konkluzję : sztuka podróżowania jest tak jak poezja, malarstwo lub muzyka radosną próbą zawarcia nigdy nie wyczerpanej przyjaźni ze światem. I każdy prawdziwy podróżnik ukrywa gdzieś w głębi duszy swój własny nie pisany atlas; nie kolorowy atlas lądów, oceanów i mórz, ale arcyludzki atlas woli, serca i i rozumu.” (Gustaw Herling-Grudziński, „Sztuka podróżowania” (w:) „Żywi i umarli”, Wyd. FIS Lublin )

                Jeszcze jeden zapis Damy Poezji Polskiej, Julii Hartwig : „Każdy wyjazd, każda podróż są odnowieniem. Jakby ten ruch i nowe widoki, nowe wzruszenia, potrząsały zbyt uspokojonym dnem mojej wrażliwości, łatwej do poruszenia jak dno z sypkiego piasku. Pierwsze dni po zmianie miejsca są zawsze najbardziej bogate i płodne. Odnowione oczy dostrzegają wszystko, chłoną każdy kształt i odmianę światła. Czasem uda się to zanotować, zapamiętać na papierze. Ale mija trochę czasu i wszystko, choć wciąż piękne i wciąż budzące zachwyt, nie daje już tego poczucia nowości, jedynego z którego powstać może wiersz prawdziwy. Aż pewnego dnia, nagle, nieoczekiwanie i bez przygotowania, z niewiadomych powodów wypełnia nas jakaś odświętność, która rozświetla wnętrze i budzi pewność, że to właśnie trzeba zapisać, tę nagle zobaczoną odmienność wyglądu rzeczy, ten nagle odkryty sens, niewiadomy wciąż do końca, sens czegoś, co obchodziliśmy dość obojętnie, nagle odkryty związek, fala wspomnienia lub jego drobny przejmujący błysk.” (Julia Hartwig, „Zawsze powroty. Dzienniki podróży”, Wyd. Sic! Warszawa 2001, s. 75)

Podróż jako zachwyt, uchwycenie przemijającego, zobaczenie ulotności, sięganie głębi rzeczywistości. Pokonywanie zwykłych słabości, to interpretacja świata wzbogacona o zobaczone dzieła sztuki, odnalezienie własnego miejsca w świecie.

cdn.

(c) Leszek Węgłowski



[1] Milan Kundera, W poszukiwaniu utraconej teraźniejszości, Zeszyty Literackie Nr 42 1993, s. 55

[2] Józef Czapski, Zeszyty Literackie, Nr 44 1993, s.14

[3] R. M. Rilke, Notatki o melodii rzeczy, Zeszyty Literackie, Nr 100 2007, s. 15

[4] Jukia Hartwig, Dziennik. T.2, Wyd. Lit., Kraków 2014, s. 153



16:52, leszek.weglowski
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 kwietnia 2018
Józef Tischner

ks. Józef Tischner

Wędrówki w krainę filozofów

„Nie ma dla człowieka większego niebezpieczeństwa niż bezmyślność”.

Czy Sokrates, Platon, Mistrz Eckhart, Kartezjusz, Kierkegaard i inni to tylko nazwiska w historii filozofii, czy raczej zawsze aktualni nauczyciele myślenia? Ks. Józef Tischner w Wędrówkach w krainę filozofów pokazuje, że z nauką myślenia jest jak z nauką chodzenia: potrzebny jest mistrz, którego ręki można się uchwycić. W swoich gawędach opowiada o tym, jak filozofowie szukali przez wieki odpowiedzi na pytania o to, co znaczy myśleć, dlaczego człowiek błądzi, jaka jest natura zła i czy można się od tego zła wyzwolić. W jasny i przystępny sposób wprowadza nas w problemy, z którymi człowiek myślący musi się zmierzyć również dzisiaj.

JÓZEF TISCHNER (1931–2000) – ksiądz, filozof, publicysta. Profesor Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie, współzałożyciel wiedeńskiego Instytutu Nauk o Człowieku. Kawaler Orderu Orła Białego.

Oprawa twarda

Format: 124x195

Liczba stron: 160

Wydanie: drugie

Data pierwszego wydania: 2008-06-20

ISBN: 978-83-240-4953-0



14:38, leszek.weglowski
Link Dodaj komentarz »
Andrzej Zoll

Od dyktatury do demokracji. I z powrotem

14:35, leszek.weglowski
Link Dodaj komentarz »
Dni Tischnerowski 2018
21.IV.2018

Poznaliśmy laureatów 18. edycji Nagrody Znaku i Hestii im. ks. Józefa Tischnera!

Po raz 18. wyłoniono laureatów Nagrody Znaku i Hestii im. ks. J. Tischnera. To wyjątkowe wyróżnienie przyznawana zarówno za osiągnięcia intelektualne, jak i działalność społeczną. W tym roku nagroda trafiła do rak filozofa Miłosza Puczydłowskiego, eseisty i animatora kultury Krzysztofa Czyżewskiego oraz działacza społecznego Jana Jakuba Wygnańskiego.
Nagroda, przyznawana od 2001 roku wybitnym intelektualistom, publicystom i działaczom społecznym, promuje styl myślenia i postawy łączące intelektualną rzetelność, odwagę i wrażliwość na drugiego człowieka - wartości jej patrona, księdza profesora Józefa Tischnera. Nagrodę fundują: Grupa ERGO Hestia oraz Społeczny Instytut Wydawniczy Znak. Każdy z laureatów otrzyma statuetkę zaprojektowaną przez rzeźbiarza Mariana Gromadę oraz nagrodę pieniężną w wysokości 33.000 zł.
- Już osiemnaście lat wspieramy publicystów, twórców oraz osoby zaangażowane w debatę publiczną. Fundując Nagrodę Znaku i Hestii jesteśmy przekonani, że trafia ona do osób, które myśl tischnerowską upowszechniają swoimi działaniami i poruszają innych do działania. Nagroda Znaku i Hestii jest jednocześnie wyrazem naszego uznania dla głębokiej refleksji i intelektualnej rzetelności. Jej laureaci na przestrzeni lat pokazują, jak szeroko można interpretować myśl Patrona Nagrody. Dobór laureatów stanowi o wyjątkowości nagrody i potwierdza, że idee i wartości bliskie Księdzu Profesorowi można przekazywać w różny sposób - podsumowuje wybór Kapituły Arkadiusz Bruliński przedstawiciel Fundatora Nagrody - Grupy ERGO Hestia.
- To unikatowa nagroda w skali kraju. Na równych prawach nagradzany jest zarówno wysiłek myśli, umiejętność diagnozowania i teoretycznego rozwiązywania problemów, jak i wysiłek praktycznego działania - mówi Wojciech Bonowicz, tegoroczny przewodniczący Rady Programowej Dni Tischnerowskich.
Tegorocznych laureatów wyłoniło jury w składzie: ks. Adam Boniecki (przewodniczący), Władysław Stróżewski, abp Grzegorz Ryś, Piotr M. Śliwicki, Łukasz Tischner (sekretarz), Karolina Wigura oraz Henryk Woźniakowski podczas posiedzenia w dniu 12 marca 2018 roku.
W kategorii pisarstwa religijnego lub filozoficznego, stanowiącego kontynuację „myślenia według wartości" nagrodę otrzymał Miłosz Puczydłowski. Młody uczony został wyróżniony za studium „Religia i sekularyzm. Współczesny spór o sekularyzację", w którym „ukazuje splątaną genealogię, a w konsekwencji wzajemne zapośredniczenie religijnych i świeckich modeli rozumienia współczesnej kultury. Jego wnikliwe analizy wyczulają na to, co łączy - otwartość na dobro, które przemienia i przekracza podziały".
W kategorii publicystyki lub eseistyki na tematy społeczne, która uczy Polaków przyjmować „nieszczęsny dar wolności", nagrodę otrzymał Krzysztof Czyżewski. Jury nagrodziło jego książkę „Małe centrum świata", podkreślając, że są to „zapiski praktyka idei", podpowiadające, „jak budować niewidzialne, ale odporne na szaleństwa polityki i historii mosty między narodami, religiami i kulturami".
W kategorii inicjatyw duszpasterskich i społecznych współtworzących „polski kształt dialogu" Kościoła i świata nagrodę otrzymał Jan Jakub Wygnański - „za całokształt działalności na rzecz sektora organizacji pozarządowych w Polsce. Jego wytrwała praca służy wzmocnieniu ruchów obywatelskich, a także rozpoznawaniu nowych wyzwań, które przed nimi stają", napisało jury w werdykcie.

GALA WRĘCZENIA NAGRODY
W ramach programu 18. Dni Tischnerowskich w sobotę 21 kwietnia o godz. 17.00 na Scenie im. S. Wyspiańskiego AST w Krakowie odbędzie się spotkanie z tegorocznymi laureatami Nagrody. Rozmowę poprowadzą ks. Adam Boniecki i Henryk Woźniakowski. Spotkanie uświetni koncert „Tischner. Mocna nuta" z udziałem m.in. Jorgosa Skoliasa, Joachima Mencla oraz zespołu Trebunie-Tutki.
Więcej o programie 18. Dni Tischnerowskich: www.tischner.pl. 



14:30, leszek.weglowski
Link Dodaj komentarz »
Timothy Gardon Ash

Timothy Garton Ash w Warszawie

Wydawnictwo Znak oraz Kino Atlantic zapraszają na spotkanie z Timothy Gartonem Ash'em poświęcone "dziesięciu zasadom dla połączonego świata" zawartym w książce "Wolne słowo".
Wtorek 17 kwietnia, godzina 18.00
Kino Atlantic, ulica Chmielna 33 w Warszawie
W spotkaniu wezmą udział: Timothy Garton Ash oraz Adam Szostkiewicz i Wawrzyniec Smoczyński
Gospodarzami wieczoru będą: Agata Szczęśniak i Artur Wolski
W świecie coraz jaskrawszych różnic światopoglądowych, musimy zgadzać się przynajmniej co do tego, na co się nie zgadzamy.
Jeszcze nigdy dotąd nie cieszyliśmy się taką swobodą wypowiedzi. Dzięki dostępowi do internetu każdy z nas może publikować niemal wszystko i docierać do milionów odbiorców. Nigdy też nie było okresu, w którym wynaturzone formy wolności wyrazu - mowa nienawiści, fake newsy - przenikałyby z taką łatwością przez granice krajów.
Timothy Garton Ash, jeden z najwybitniejszych pisarzy politycznych naszych czasów, przedstawia manifest na rzecz globalnej wolności słowa. Za pomocą barwnych przykładów - poczynając od osobistych doświadczeń z orwellowskim aparatem cenzury w Chinach, przez sprawę sądową słynnej autorki książek kulinarnych Nigelli Lawson, po kontrowersje wokół „Charlie Hebdo" - autor kreśli ramy cywilizacyjnego konfliktu w świecie, w którym wszyscy staliśmy się sąsiadami. "Wolne słowo" jest studium jednego z kluczowych wątków współczesnych losów wolności.
Aby wziąć udział w wydarzeniu 17 kwietnia należy wypełnić formularz do 8 kwietnia:
http://www.kinoatlantic.pl/wydarzenia/news,871,wolne-slowo-timothy%E2%80%99ego-gartona-asha

UWAGA: Liczba miejsc ograniczona. Prześlemy potwierdzenie wpisania na listę gości najpóźniej do 10 kwietnia.
Przed i po spotkaniu będzie można kupić książkę w promocyjnej cenie 45 zł oraz zdobyć autograf Autora.

Spotkanie z: Timothy Gartonem Ash'em

Data spotkania: Wtorek, 17 kwietnia 2018

Godzina: 18:00

Gdzie: Kino Atlantic ul. Chmielna 33 w Warszawie

Prowadzący: Agata Szczęśniak i Artur Wolski

Timothy Garton Ash

Wolne słowo. Dziesięć zasad dla połączonego świata

Tłumaczenie: Mieczysław Godyń, Filip Godyń

W świecie coraz jaskrawszych różnic światopoglądowych, musimy zgadzać się przynajmniej co do tego, na co się nie zgadzamy

Jeszcze nigdy dotąd nie cieszyliśmy się taką swobodą wypowiedzi. Dzięki dostępowi do internetu każdy z nas może publikować niemal wszystko i docierać do milionów odbiorców. Nigdy też nie było okresu, w którym wynaturzone formy wolności wyrazu – mowa nienawiści, fake newsy – przenikałyby z taką łatwością przez granice krajów.

Timothy Garton Ash, jeden z najwybitniejszych pisarzy politycznych naszych czasów, przedstawia manifest na rzecz globalnej wolności słowa. Za pomocą barwnych przykładów – poczynając od osobistych doświadczeń z orwellowskim aparatem cenzury w Chinach, przez sprawę sądową słynnej autorki książek kulinarnych Nigelli Lawson, po kontrowersje wokół „Charlie Hebdo” – autor kreśli ramy cywilizacyjnego konfliktu w świecie, w którym wszyscy staliśmy się sąsiadami. "Wolne słowo" jest studium jednego z kluczowych wątków współczesnych losów wolności.



14:25, leszek.weglowski
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 70
Archiwum